Kameleoniada

środa, 28 września 2011

33. Maraton Warszawski

Weekend minął nam w sportowo-podróżniczej atmosferze. Wybraliśmy się mianowicie na 33. Maraton Warszawski. Reprezentował nas Ojciec Rodziny. Ja zdecydowanie nie należę do sportsmenek, tak więc przypadła mi rola kierowcy i "fotografa".

Wieczorem poprzedzającym start, pojechaliśmy odebrać pakiet startowy.

Ojciec Rodziny zdobył dedykację od swojego "biegowego mentora" p. Skarżyńskiego, z czego cieszył się jak dziecko:-)
Na dłuuuuuugiej liście uczestników, niecierpliwie szukaliśmy naszego nazwiska.
Poszukiwania zakończyły się sukcesem:-)
Potem pozostało już tylko dobrze się wyspać.
Dzień zaczął się pięknie.
Poranek był cudowny, nawet szara ulica zgubiła swą szarość w delikatnych promieniach słońca.
Zbiórka na starcie.
Rozgrzewka.
Atmosfera - niesamowicie lekka!
Uczestników cechowało delikatne podekscytowanie z domieszką niekłamanej radości:-)
Grupa "Drunk Samurai", którzy "run for beers"
Mieszanka ludzi w różnym wieku, różnej narodowości i różnej postury.

W końcu ruszyli!
Najbardziej rozbawiło nas, gdy jeden z uczestników spokojnie zboczył na chwilę do pobliskiej kawiarenki napić się kawki.
Czas netto naszego Maratończyka 4:39:54

3 komentarze:

  1. Fantasticas imagenes, enhorabuena por este estupendo reportaje un trabajo magnifico!
    un abrazo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biegam już od wiosny, ale ciągle nie mam odwagi na maraton. Kiedyś muszę spróbować. słyszałam o niesamowitej atmosferze. Świetna relacja.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie poznać Twoją opinię:-)
It would be very nice to know your opinion:-)